music

sobota, 25 marca 2017

2.Biała Wojna

     Nie wiem, ile czasu gapiłam się bezmyślnie w gwiazdy na moim suficie. Pamiętałam, jak razem z tatą malowaliśmy go na granatowo, żeby mama mogła domalować błyszczącą farbą kilkaset gwiazdek. Byłam wtedy takim kurduplem, że ledwie sięgałam im do pasa. Doskonale pamiętałam, jak mój kochany braciszek wylał na mnie ciemną farbę, za co odpłaciłam mu się kopniakiem w kolano. Zaśmiałam się gorzko pod nosem. To było jedno z tych dobrych wspomnień, kiedy brat, mimo że złośliwy, kochał mnie najbardziej na świecie. Wiedziałam, że te czasy już nigdy nie wrócą. Westchnęłam ciężko i spojrzałam na cyfrowy zegarek, stojący na szafce nocnej, z nadzieją, że nie przeleżałam tak całej nocy, jednak, gdy zobaczyłam siódmą rano, jęknęłam przeciągle i zwlekłam dupsko z ukochanego łóżka. Nie, żeby było jakieś mega wygodne, ale kurcze, to było łóżko i to powinno wszystko tłumaczyć. Kolejna nieprzespana noc, po prostu świetnie. I chyba nie trzeba było mówić, przez kogo.
      Z miną skazańca ruszyłam do łazienki, przeklinając tego cholernego dupka pod nosem. Jego słowa cały czas rozbrzmiewały w mojej głowie, a irytacja wcale nie zaniżyła poziomu swojej intensywności, mimo upływu czasu. Ja wyznam mu miłość? I może jeszcze wparuje goła i wesoła do jego domu, owinięta jedynie w czerwoną wstążkę, z okrzykiem „Bierz mnie, Itachi!”. Ten zboczeniec pewnie byłby w siódmym niebie. Pod tym względem, byłam skłonna przyrównać go do tych wszystkich demonów, o których tyle się naczytałam. Czy ten pieprzony idiota z seksownym ciałem nie mógł wpaść pod pędzącą ciężarówkę?
     Nie szczędząc sobie przekleństw pod jego adresem, zaczęłam machinalnie jeździć szczotką po długich, ciemno-brązowych włosach. Za nic nie mogłam się skupić, a fakt, że pierwszą lekcję miałam spędzić, z tym dupkiem tuż za mną, wcale nie napawał mnie optymizmem. Rozważałam nawet przez chwilę wagary, ale Kenji był w „robocie”, a nie chciałam siedzieć w domu, razem z Hiro. Zresztą Orochimaru zabiłby mnie za nieobecność na teście. Odłożyłam drewniany przedmiot i rozmasowałam sobie skronie.
     Moje stosunki z bratem były w opłakanym stanie. Musieliśmy się tolerować, bo właśnie tak ten świat niestety działał, ale za cholerę nie przepuszczaliśmy sobie małych złośliwości, żeby pohamować tym wielki wybuch nienawiści. Chociaż u mnie zakrawało to raczej o samoobronę, bo to ja zawsze byłam atakowana. Jakimś dziwnym sposobem, mój brat uznał mnie za zło konieczne i przyczynę choroby naszej matki. Mimo tego, że wiedziałam, że to nie moja wina, zawsze czułam wyrzuty sumienia, widząc czystą nienawiść i pogardę w jego oczach. Kiedy mama poddała się rakowi, przestał na mnie patrzeć i zaczął unikać, jak ognia. To bolało o wiele bardziej, jednak nie było najgorsze.
     Gdy popadłam w depresje przez tego skurwysyna, Hiro dowiedział się o tym, od swoich znajomych z Black Panthers, którzy pomogli mi tego wieczora. Do teraz w mojej głowie dźwięczały słowa, które wykrzykiwał, by w efekcie końcowym nazwać mnie zwykłą szmatą i uderzyć w twarz. Ktoś mógłby powiedzieć, że mój brat to skończony skurwiel i będzie miał rację, ale tamta sytuacja była bodźcem do zrozumienia. O ironio! Wyszłam z depresji przez to, że ktoś mnie uderzył, mimo że popadłam w nią z powodu aktu przemocy. Wspominałam kiedyś, że moje życie było jednym wielkim gównem, próbującym udawać komedio-dramat? Pokręciłam głową próbując odgonić od siebie te myśli. Użalanie się na sobą nigdy nie prowadziło w dobrą stronę, a ja tych złych ścieżek wybrałam o wiele za dużo. I myślami i nogami.
     Wróciłam do pokoju, wygrzebałam z szafy jakieś ciuchy, które na siebie zarzuciłam i zeszłam na dół. Miałam cholerną ochotę zapić wspomnienia, ale w tym jednym aspekcie nie byłam, jak Hiro, mimo że nie różniliśmy się aż tak bardzo charakterami. Nigdy nie wsiadłabym do samochodu, choćby po maleńkim kieliszku. Za to on nie raz prowadził napruty w sztok i do teraz zastanawiałam się, jakim cudem jeszcze kogoś nie zabił. Wzdrygnęłam się. Jack też tak jeździł, a Mia... Kolejne nieprzyjemne wspomnienia zaczęły powracać, a ja naprawdę miałam dość. Ta dwójka... To było za dużo. Chciałam, żeby tamte wydarzenia i rany pozostały w Stanach. Jasna cholera. Nie rozumiałam, jakim cudem od wkurwiania się na Uchihe, przeszłam do największych rozterek mojego popieprzonego życia.
     Zeszłam na dół i stanowczym krokiem ruszyłam do aneksu kuchennego. Walić samochód, walić szkołę, walić moralne zachowanie. Mogłam wrócić z buta, a jeden mały w tej sytuacji, był tak naprawdę niczym. Wyciągnęłam z lodówki whisky i bez babrania się z colą, nalałam pół szklanki, którą wychyliłam jednym dużkiem. Alkohol przyjemnie zapiekł w gardle, a nerwy nieco się uspokoiły. Dopiero wtedy rozejrzałam się po domu. Wszędzie cisza, jak makiem zasiał. Hiro jeszcze nie wrócił z „roboty”, którą, nawiasem mówiąc, miał odwalać Kenji, ale coś się popieprzyło w sąsiednim miasteczku, więc Konoha została w rękach mojego brata.
     Ta zabawa w narkotyki zaczynała już powoli działać mi na nerwy. Niby duzi chłopcy, a jarali się tym, jak jakieś dzieciaki, pierwszym papierosem. Przez to dom często świecił pustkami, a czasami wyglądał na wymarły tak, jak tego ranka, Nawet mój wilczur nie zbiegł jeszcze ze schodów, przez co duży, jasny salon z kontrastującym z nim, ciemnym aneksem kuchennym, wydawał się strasznie przytłaczać. Nie lubiłam tego uczucia pustki. Przez to czułam się nieswojo, mimo że samotność była moim drugim imieniem. Prawdę mówiąc, nienawidziłam tego domu. Przypominał o zbyt wielu rzeczach, które teraz były bardzo bolesną raną, nadal palącą serce. Musiałam się stamtąd wydostać i to szybko. Gwizdnęłam na Nymerie i ubrałam się, żeby zabrać psisko na spacer. Może i była cholerną zdrajczynią, ale w końcu mówią, że miłość ci wszystko wybaczy, czy jakoś tak. Szybko się z nią uwinęłam i już półgodziny później szłam powoli na zajęcia.

***

     Gdy wszedłem do klasy biologicznej, mój wzrok automatycznie zawędrował do ławki, w której zazwyczaj siedziała Nateko. Miejsce było puste, co trochę mnie zdziwiło. Dziewczyna zawsze była w szkole przede mną, a mógłbym przysiąc, że widziałem, jak wychodziła z Nymerią do parku niecałą godzinę wcześniej. Zmarszczyłem brwi i ruszyłem w głąb klasy. Przy moim miejscu stał Deidara, opierając się o krzesło i krzycząc coś do Skorpiona. Przewróciłem oczami i rzuciłem torbę na ławkę.
     — Musisz od rana drzeć japę? — warknąłem, spychając go z krzesła, na którym po chwili usiadłem.
     — To on mi się odgraża od rana — mruknął blondyn, patrząc wrogo na rudzielca.
     — Jakbym miał w to uwierzyć — odpowiedziałem sarkastycznie, jednak zanim zdążyłem coś dodać, do Deia podeszła Sasaki.
     — Cześć. — Blondynka stanęła na palcach i pocałowała go w policzek. Prychnąłem pod nosem. Urocze. — Nie widzieliście może Yoru? Już dawno powinna być, a nie odbiera telefonu.

     — Może zalega pod kołdrą? — wymruczałem. — Rano wyszła z Nymerią, ale pewnie przypomniała sobie o teście i wróciła do łóżka.
     — Bardzo śmieszne, Uchiha. — Zmrużyła oczy, zakładając przy tym ręce na piersi. — Poważnie pytam.
     — A ja ci poważnie odpowiadam. — Wzruszyłem ramionami i wyciągnąłem przed siebie nogi. — Chwilę po siódmej wyszła z domu, a kiedy wychodziłem jej samochód nadal stał na podjeździe. A wyszedłem o wiele później, niż ona zazwyczaj to robi.
     — Dziwne. Domowy też nie odpowiadał — mruknęła Yumiko, a Deidara położył brodę na jej ramieniu, w wyniku czego musiał się trochę zgiąć. Ta parka wyglądała zabawnie przez ich różnicę wzrostu. Chociaż nie powiem. Byli tak samo walnięci, bo mimo tego, że nie znałem Sasaki za dobrze, wystarczyło wiedzieć, że jest najlepszą przyjaciółką uchodźcy. To automatycznie klasyfikowało ją wśród ludzi walniętych. I serio, coś o tym wiedziałem. W końcu spędziłem połowę życia ze składem Akatsuki. Każdy z tych idiotów był dziwny na swój pozytywny sposób. No, poza Akihiro. Starszy o kilka miesięcy brat Nateko, był największym znanym mi chujem. I tu już nawet nie chodziło o jego ciągłe zniknięcia, niesubordynację, czy próby przejęcia drużyny. Nie chodziło nawet o tę jego zabawę w gangi i narkotyki. Chodziło o to, jak odnosił się do siostry. Może i krasnal grał mi na nerwach, ale za każdym razem, gdy widziałem Hiro, miałem ochotę przywalić mu w gębę. Nie wiem skąd brał się ten instynkt. Może z tej chorej rywalizacji między nami, a może z plotek, które jasno mówiły, że już nie raz ją uderzył.
     Moje rozmyślania przerwał dźwięk zamykanych drzwi, gdy do klasy weszła Tsunade, kończąc tym samym wszystkie rozmowy. Chłopaki w trybie natychmiastowym znaleźli się na krzesłach, a ja usiadłem, jak człowiek. To, że nie obchodziło mnie zdanie innych, nijak miało się do Senju. Ta kobieta była przerażająca.
     — Witam wszystkich. — Rzuciła ostrym spojrzeniem w moim kierunku. — Gdzie jest pani Nateko, panie Uchiha?
     — Bo ja wiem? — mruknąłem, zarabiając przy tym gniewne spojrzenie. Szlag, skąd miałem to wiedzieć? Co ja, niańka uchodźcy? — Nie rozumiem, czemu to mnie pani o to pyta.
     — Jest pana sąsiadką. To chyba logiczne, że pytam o nią, pana. — Zmrużyła oczy, co świadczyło o jej rozdrażnieniu. — Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, w jakich stosunkach jesteście. Raczej powinien pan wiedzieć, gdzie przebywa dziewczyna, próbująca pana zabić.
Wzruszyłem ramionami, na co Senju przewróciła oczami i wróciła do sprawdzania obecności. Gdzieś w połowie tej czynności rozległo się ciche pukanie, a drzwi klasy otworzyły się. Do środka, jak gdyby nigdy nic, wmaszerowała Nateko, ze słuchawkami przewieszonymi przez kark.
     — Przepraszam za spóźnienie — wymruczała pod nosem. — Samochód mi się zepsuł i szłam na piechotę.
     — Niech pani następnym razem raczy sprawdzić stan techniczny, zanim zdecyduje się pani na wyjazd do szkoły – warknęła Senju, na co prychnąłem pod nosem.
     Yorumi była ulubienicą Tsunade, przez co dostała jedynie krótką reprymendę. Ja już siedziałbym u dyrektora na dywaniku. Krasnal podszedł spokojnie do ławki, położył torbę na blacie i usiadł, nawet na mnie nie patrząc.
     — Pupil — mruknąłem na tyle cicho, żeby Senju mnie nie usłyszała. Nateko odwróciła się do mnie i posłała ostre spojrzenie. Co one dzisiaj z tym miały?
     — Przymknij się, dupku — warknęła i wróciła wzrokiem tablicy.
Zmarszczyłem brwi. Poczułem lekki zapach alkoholu, który wyraźnie pojawił się w chwili, w której Nateko się do mnie odezwała. No chyba sobie ze mnie jaja robicie? Nateko i alkohol z rana? Co ją napadło? Wziąłem w rękę długopis i dźgnąłem ją w plecy. Zesztywniała i zacisnęła dłoń na zeszycie, ale spojrzała na mnie przez ramię.
     — Czego?
     — Piłaś. — Stwierdziłem, obserwując jej twarz. Zmarszczyła brwi, a w jej oczach czaił się gniew. Bingo.
     — Gorzej ci? — warknęła, odwracając głowę, ale złapałem ją za ramię i przekręciłem w swoją stronę.

     — Mi nie, ale tobie chyba już tak — syknąłem, mrużąc oczy. — Piłaś rano? Powaliło cię?
     — Niby z jakiej paki tak myślisz, kretynie skończony — warknęła zaciskając dłoń na torbie. Przechyliłem się przez ławkę, zaciskając zęby. Co to miało być? — Chyba nie tylko cel ci ostatnio nawala.
     — Czuć od ciebie alkohol — warknąłem, przytrzymując jej ramię.
     — To nie twój zakichany interes, Uchiha — syknęła, po raz kolejny próbując wyrwać rękę.
     — Tsunade twierdzi, że powinienem znać każdy twój ruch, więc to jest mój interes. — Dobra, to był słaby argument, ale szczerze, nie wiedziałem, dlaczego aż tak się uparłem. To była pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy.
     — Puszczaj mnie, Uchiha — wycedziła, piorunując mnie wzrokiem. — Puszczaj, albo nie ręczę za siebie.
     — Nie ma mowy. — Zacisnąłem mocniej dłoń na jej ramieniu, przez co syknęła z bólu, ale nie bardzo się tym przejąłem, nadal wpatrując się w jej oczy.
Jednak w chwili, w której to powiedziałem, jej ręka znalazła się na podręczniku od biologii. Ledwo udało mi się uchylić przed ciosem, gdy zamachnęła się nią z całej siły. Puściłem jej ramię, odchylając krzesło w tył, a książka uderzyła z hukiem w okno, co zwróciło na nas uwagę całej klasy, w tym wpienionej pani profesor. Pięknie.
     — Pani Nateko! Panie Uchiha! Co to ma znaczyć!? — krzyknęła blondynka, rzucając dziennik na biurko. — Marsz do gabinetu dyrektora i przekazać mu, że zostajecie po lekcjach posprzątać magazyn sali. Nie będę tolerować rzucania pomocami naukowymi. Zrozumiano?!
     —Tak, pani profesor — wymruczeliśmy w tym samym czasie i zaczęliśmy zbierać rzeczy z biurka, żeby po chwili opuścić klasę.
     — Skończony idiota — warknęła Nateko, wychodząc na korytarz.
     — Czego ode mnie, krasnalu? To ty próbowałaś mnie zabić.
     — Gdyby nie ty i ten twój pieprzony długopis, książka by nie ucierpiała — syknęła, stawiając zdecydowane kroki, co skutkowało głośnym dudnieniem przez glany, które miała na sobie.
     — Gdyby nie było czuć od ciebie alkoholu, nic bym nie zrobił — wycedziłem, równając się z nią krokiem. — To nie ja zaczynam zmieniać się w żeńską wersję Akihiro.
     Nateko stanęła, jak wryta, przez co prawie na nią wpadłem. Cholera, wspomniałem jej brata? Nie powinienem. Yorumi odwróciła się w moją stronę, a w jej pięknych, brązowych oczach szalała czysta furia. Nim się zorientowałem, co planuje zrobić, poczułem mocne pieczenie na policzku. Chyba na to zasłużyłem.
     — Nigdy, ale to nigdy więcej, nie porównuj mnie do Akihiro. — Jej głos przyprawił mnie o dreszcze. Tak chłodnego tonu jeszcze nigdy wobec mnie nie użyła. — Nie jestem taka, jak on, nigdy nie byłam i nigdy nie będę. Zapamiętaj to raz, a porządnie.
     Po tych słowach odwróciła się na pięcie i weszła do gabinetu dyrektora Hiruzena. Cholera jasna, zapomniałem, jak drażliwa była na punkcie brata. Wiedziałem, że przegiąłem z tym porównaniem. Może nie znałem do końca faktów, ale Akihiro w połączeniu z alkoholem, oznaczał kłopoty. I to poważne, które nie skończyły się dobrze. Ponoć miał proces w Stanach, ale nikt nie wiedział, co dokładnie się wydarzyło.
     Potarłem policzek, westchnąłem ciężko i wmaszerowałem do gabinetu za krasnalem. To miał być długi dzień.


***

     — Cholera jasna, zabije cię — warknęłam, patrząc na tego dupka spod byka.
     — O co ci chodzi, kotek? To tylko miesiąc sprzątania — mruknął nawet na mnie nie patrząc, a mi znowu przyszła ochota na przyrąbanie w jego cholernie przystojną buźkę. Tyle, że teraz pięścią i trzy razy mocniej.

     — Miesiąc sprzątania i oglądania twojej parszywej gęby — syknęłam, mordując go wzrokiem. — I to w piątki po lekcjach, idioto cholerny!
     — Mogę się założyć, że kochasz na mnie patrzeć. Pożerasz mnie wzrokiem za każdym razem, gdy jestem w pobliżu. — Puścił do mnie oko, na chwilę racząc skierować twarz w moją stronę.

     — Twoje ego naprawdę potrzebuje spuszczenia powietrza – mruknęłam, ale on zupełnie mnie zignorował. Dobra, zamiast pięści mogło być krzesło.
     — Zresztą, co ty chcesz od piątków? W końcu mamy tylko sześć lekcji. To nic. — Wzruszył umięśnionymi ramionami i zatrzymał się przed klasą, przez co prawie na niego wpadłam.
     — Uważaj jak leziesz, idioto — warknęłam, cofając się o krok. — I mam plany w piątki.
     — Dramatyzujesz, kotek. — Już miałam znowu zacząć się z nim kłócić, gdy drzwi do naszej klasy otworzyły się z rozmachem, a w nich pojawiła się głowa naszego wychowawcy. Świetnie, jeszcze jego tu brakowało.
     — Potrzebujecie specjalnego zaproszenia, czy dalej macie zamiar warczeć na siebie pod drzwiami? — Kaszalot stanął w przejściu z rękami skrzyżowanymi na piersi i zmierzył nas ostrym spojrzeniem. Wywróciłam oczami na widok tej pseudo groźnej postawy. W rzeczywistości robił to tylko po to, żeby inni nauczyciele i uczniowie nie ogarnęli, że ma nasze sprzeczki głęboko w dupie. Wyminęłam go w drzwiach, rzucając mu ponure spojrzenie i ruszyłam do swojej ławki pod oknem. Ten cholerny idiota szedł za mną krok w krok, jak jakiś pierdolony pieseczek, a ja serio zaczynałam rozważać powieszenie się na klamce w szkolnym kiblu. Zrobiłabym dosłownie wszystko, żeby nie musieć oglądać jego wkurwiającej gęby.
     — No dobrze, skoro są już wszyscy, porozmawiajmy o festynie, który w tym roku przygotowują klasy dwa-jeden oraz trzy-trzy, czyli nasza klasa. — Kakashi produkował się dalej, ale jakoś nie bardzo obchodziło mnie to, co miał do powiedzenia
     Mój umysł zaczęła dręczyć jedna jedyna myśl. Dlaczego Itachi tak natrętnie chciał udowodnić, że rano piłam i czemu się tym zirytował? To nie była jego sprawa. Ba, moja osoba była ostatnią na tej planecie, o którą powinien się martwić. Zaraz, martwić? Nie, przecież on się nie martwił. Nazwał mnie żeńską wersją Hiro. Cholera jasna, miałam ochotę wyciągnąć te słowa ze swojej głowy i wepchnąć mu je z powrotem do gardła. Każde takie porównanie przywodziło na myśl wydarzenia ze Stanów. To bolało. Już wiedziałam, że tego wieczora nie wyjdę z Devil trzeźwa i miałam ogromną ochotę nie móc wyjść stamtąd o własnych siłach. Chciałam zapić wspomnienia, które od rana nawiedzały mnie, jakby to wszystko stało się zaledwie tydzień temu.
     To wszystko ciążyło mi już dobre pięć lat. Jack, Mia, Hiro, strzelanina, proces, przeprowadzka, ten skurwysyn... Mogłabym tak wymieniać do upadłego. To wszystko było zaledwie cząstką tego, co wydarzyło się w całym moim życiu, a co nie dawało mi spać po nocach, przez co zaczęłam palić i pić. Naprawdę nie potrzebowałam wypominania mi alkoholizmu przez tego dupka. Szczególnie, że był Uchiha. Żaden członek tej parszywej rodziny nie miał do tego prawa. Czasami miałam ochotę wpaść do ich domu z piłą mechaniczną i jak jakiś psychopata, powybijać ich co do nogi.
     — I na koniec Nateko i Uchiha. — Oderwałam wzrok od szumiących drzew i spojrzałam w kierunku tablicy, gdzie Kakashi właśnie zapisywał nasze nazwiska przy haśle „oprowadzanie”.
     Powiodłam wzrokiem na samą górę tego zielonego prostokąta i nagle naszła mnie ochota na przyrąbanie twarzą w łąkę. Fakty dotarły do mnie w trybie natychmiastowym, przez co miałam ochotę rzucić się Kaszalotowi z nożem do gardła. Jak mógł przydzielić naszą dwójkę do oprowadzania gości po festynie? Przecież ta sekcja musiała wszędzie siedzieć i łazić razem, bo wedle szkolnych standardów, nie przystoi by ludzi oprowadzała jedna osoba. Co za skończony idiota opracowywał te zasady?
     — Mam nadzieję, że nie macie żadnych obiekcji. — Spojrzał na nas ostro, przez co spiorunowałam go wzrokiem, ale się nie odezwałam. Klamka zapadła, nie było wolnych miejsc w innych sekcjach. — Cóż, cieszy mnie to. Chciałbym też porozmawiać z waszą dwójką po lekcji.
Skinęłam głową, widząc, że arogant zrobił to samo. Dlaczego tego dnia wszystkie wydarzenia kręciły się wokół jego osoby? Noż cholera jasna. Czułam się, jak w jakiejś kiepskiej komedii romantycznej z serii tych od nienawiści do miłości. Dobieranie mnie i Uchihy w parę? Phi, chyba wspominałam, że prędzej piekło zamarznie.


***

     Reszta wychowawczej minęła mi, jak z bicza strzelił. Zastanawiałem się, czy Hatake nie zrobił tego specjalnie. Od początku szkoły próbował nas pogodzić, ale teraz miałem wrażenie, że robił wszystko, żebyśmy w końcu się pozabijali. Miałby spokój.
     — Uchiha, Nateko, chodźcie no tu! — przekrzyczał ogólny hałas, który powstał po dzwonku w klasie.
Cholera, a miałem tycią nadzieję, że sobie odpuści. Czułem, że ten to nie skończy się dobrze, a i tak nagrabiłem sobie już u krasnala.
     — Możecie mi wyjaśnić, o co chodzi z tą karą u Tsunade? — wymruczał, gdy stanęliśmy przed jego biurkiem. Nateko przewróciła oczami i prychnęła pod nosem, na widok jego groźnej miny.
     — To wszystko przez tego idiotę — warknęła, wskazując na mnie palcem. — Gdyby nic nie robił, książka byłaby cała i zdrowa, a pan nie musiałby słuchać wywodów profesor Senju.
     — Przypominam ci, że to ty zaatakowałaś mnie książką — wymruczałem, zarabiając przy tym mordercze spojrzenie.
     — A pomyślałeś chociaż przez chwilę dlaczego? — syknęła, kompletnie ignorując Kakashiego, który miał już wyraźnie dosyć naszej dwójki.
     — Dobra, widzę, że po dobroci z wami nie idzie – mruknął i podniósł się z krzesła. — Od teraz za każdą kłótnię lub wybryk, którego bohaterami będzie wasz duet, dostaniecie dodatkową pracę z japońskiego do napisania wspólnie. I nie, Nateko, tu nie ma żadnych „ale”. — powiedział, gdy krasnal otworzył usta, żeby zaprotestować. Pozbierał swoje rzeczy z biurka i ruszył do wyjścia. — Albo będziecie się zachowywać, albo będziecie zmuszani do ciągłej współpracy, tak jak z tym składzikiem. Przy okazji, nie pozabijajcie się, proszę. Wtedy oskarżą mnie, jako waszego wychowawcę, o brak zainteresowania waszym życiem, czy coś w tym stylu. Do widzenia.
     I wyszedł. Cały Kakashi, ale teraz miałem na głowie poważniejszy problem. Niż jego błądzenie na drogach życia. Musiałem jakoś przeżyć tę karę, a mina Nateko wcale nie zwiastowała niczego miłego. Mordowała mnie, patrząc mi w oczy spod byka, by zaraz po tym prychnąć niczym rozwścieczony kociak i wymaszerować z klasy. Tsa, bardzo długi dzień.

*

     Kiedy usłyszałem ostatni w tym tygodniu dzwonek, nagle wszystkiego mi się odechciało. Wizja spędzenia z Nateko dodatkowej godziny może i nie byłaby taka zła, gdyby nie jej chęć mordu na mnie.
Pozbierałem swoje rzeczy i wrzuciłem je do torby. Z ociąganiem ruszyłem do klasy biologicznej, rejestrując przy okazji, że krasnal już zdążył zniknąć z mojego pola widzenia. Ruszyłem zatłoczonym korytarzem w przeciwną do tłumu stronę.
     Gdy dotarłem na miejsce, drzwi do kantorka były otwarte, a na stoliku leżała torba Nateko. Westchnąłem ciężko, odłożyłem swój bagaż na ten sam stolik i wszedłem do składziku.
     — Dłużej się nie dało, palancie? — warknęła na wstępie, próbując jednocześnie wstawić jakiś karton, na zdecydowanie zbyt wysoką dla niej szafę.
Parsknąłem śmiechem na ten widok, ale przejąłem pudło, które zaraz odstawiłem na miejsce. Uchodźca prychnął i zaraz schylił się do innego, leżącego na podłodze.
     — A może by tak jakieś „dziękuję”, krasnalu? — mruknąłem, biorąc w ręce grubą szklaną kostkę, w której zamknięte były organy wewnętrzne szczura. Po co to tu leżało? Nikt z tego przecież nie korzystał.
     — Za wpakowanie nas w to bagno? — syknęła, schylając się po kolejne szkło. — Wątpię.
     — Nie moja wina, że nie umiesz pohamować emocji — mruknąłem, patrząc na nią kątem oka.
     — To twoja wina, skończony kretynie — warknęła, odkładając przy tym model szkieletu małego gryzonia na półkę — Gdyby nie ty i ten twój pieprzony długopis, nie byłoby nas tutaj.
— Zluzuj trochę, krasnalu. — Odstawiłem pudło ze szkiełkami na miejsce. — Kara to nie koniec świata. Posprzątamy i możemy spadać
— Posłuchaj no mnie. — Widocznie zirytowana, rzuciła mi mordercze spojrzenie i położyła dłonie na tych kształtnych biodrach. Wyglądała, jak mały rozwścieczony kociak. Słodki kociak. — To, że ty masz wszystko i wszystkich w dupie, nie znaczy, że ja też mam. Przez ciebie spóźnię się do Devil i Kenji znowu zjedzie mnie od góry do dołu, palancie.
— Było nie próbować zabić mnie książką, kotek. — Skrzyżowałem ręce na piersi i spojrzałem na nią, próbując pohamować śmiech. — W sumie to twoja wina.
— Nie ja zaczęłam — syknęła, patrząc mi prosto w oczy. — Gdybyś mnie nie dźgał, nie dostałbyś książką w ten pusty łeb.
Po tych słowach wyminęła mnie i wyszła z magazynu. Prychnąłem pod nosem i ruszyłem za nią.
— Nie trafiłaś. I powinnaś panować nad agresją, uchodźco – mruknąłem, śledząc wzrokiem jej zajebistą dupę. Czy ona musiała być jednocześnie irytująca i seksowna. Z jednej strony miałem ochotę zamknąć ją w tym składziku i nie wypuszczać do rana, napawając się jej dzikimi wrzaskami, a z drugiej wolałbym to zrobić w mojej sypialni i to w o wiele przyjemniejszych okolicznościach. — Kiedyś kogoś zabijesz tymi swoimi małymi łapkami.
— Mam nadzieję, że tą osobą będziesz ty — warknęła, odwracając się w moją stronę, tym samym rujnując mi wspaniały widok.
— Kogo chcesz oszukać? — Łobuzerski uśmieszek zawitał na mojej twarzy, kiedy zbliżyłem się do niej, zmuszając przy tym do kroku w tył. — Tęskniłabyś za mną.
— Marzenia ściętej głowy. — Cofnęła się kolejny krok, więc podążyłem za nią.
— A, no tak. — Uśmiech mi się poszerzył, gdy uderzyła plecami o tablicę. — W końcu nie tęskniłabyś za mną, a moim ciałem, kotek. Zapomniałem o tym.
— Zdecydowanie musisz popracować nad swoim napompowanym ego. — Skrzyżowała ręce na piersi i popatrzyła na mnie wojowniczo. — Naprawdę nie rozumiem, co te wszystkie laski w tobie widzą.
— A ty musisz popracować na kłamstwem. — Odgrodziłem jej drogę ucieczki, opierając dłonie na tablicy. Pochyliłem się bliżej jej twarzy, patrząc jej przy tym prosto w oczy. — Wiem, że podoba ci się to, co widzisz.
Parsknęła śmiechem, jednak, gdy przybliżyłem się do niej, natychmiast zamilkła, utkwiła wzrok w moich oczach i wstrzymała oddech. Mogła mówić, co chciała i zarzekać się na niewiadomo jakie świętości, ale wiedziałem, że się jej podobam.
     Jednak, gdy tylko wojowniczość zniknęła z jej spojrzenia, ustępując miejsca strachowi, który widziałem wcześniej na hali, zatrzymałem się. Cholera jasna, co to było? Te piękne oczy, zazwyczaj pełne arogancji względem mojej osoby, po raz kolejny ukazywały czyste przerażenie. Zmarszczyłem brwi, wyostrzając przy tym spojrzenie. Coś musiało wydać jej się w nim niepokojące, bo skuliła się w sobie, próbując wtopić się w tablicę i zadrżała. Nie rozumiałem, o co chodziło. Wcześniej, na korytarzu, czy w Devil, często się z nią tak droczyłem i zawsze zachowywała tę swoją arogancję i chęć mordu. Dopiero od jakiegoś czasu zaczęła zachowywać się dziwnie.
     Gdy tak przyglądałem się jej twarzy, przez głowę przelatywało mi tysiące myśli, dopóki coś mnie w nich nie uderzyło. Strach w jej oczach widziałem tylko w sytuacjach, kiedy zostawaliśmy sami, a ja zbliżyłem się za bardzo. Zmrużyłem powieki. Coś mi tu nie grało. To samo w sobie nie było dobrą wiadomością, bo coś wyraźnie było na rzeczy. A patrząc na to, o kogo chodziło, miałem ochotę dowiedzieć się, co. Nie wiedziałem tylko wtedy, jak źle ta sytuacja wyglądała.
Yorumi w końcu przymknęła powieki i wzięła głęboki wdech, jednak mimo to, jej głos zadrżał.
     — Zabierz te łapy, Uchiha. — Normalnie nie zwróciłbym uwagi na jej słowa, żeby zrobić jej na złość, ale to, co przed chwilą widziałem, sprawiło, że natychmiast wykonałem polecenie i odsunąłem się o krok. — Mamy robotę do zrobienia. Nie mam zamiaru siedzieć tu do północy.

*

     Dalszą pracę wykonaliśmy w milczeniu, od czasu do czasu tylko mrucząc do siebie, gdy któreś musiało wyjść po płyn, czy wodę. Z Nateko wyparowała jakakolwiek chęć do rozmowy, co tylko bardziej mnie zaintrygowało. Rzadko dało się u niej wychwycić taki nastrój, a już tym bardziej w mojej obecności.
Po dwóch godzinach sprzątania, jej nadąsana mina zaczęła działać mi na nerwy. Wyprostowałem się i popatrzyłem, jak nieporadnie próbowała dosięgnąć gąbką krańca tablicy. Parsknąłem śmiechem pod nosem. To był komiczny widok.
     — Te, krasnal — mruknąłem, wrzucając do wiadra z wodą suchą szmatkę.
     — Czego? — warknęła, odwracając się od tablicy i marszcząc przy tym brwi.
     — Ominęłaś plamkę. — Posłałem jej wredny uśmieszek i skrzyżowałem ręce na piersi. — Ale co się dziwić, skoro ledwie odrastasz od podłogi. Zawodniczki na boisku pewnie ledwie cię zauważają.
     Zadowolony obserwowałem, jak zaciska rękę na trzymanej gąbce, a jej spojrzenie przepełnia się gniewem. W ułamku sekundy odwróciła się za siebie, żeby zaraz posłać w moją stronę mały, biały pocisk, który uderzył prosto w mój nos. Kreda spadła na podłogę, a dziewczyna wybuchła perlistym śmiechem, tak zaraźliwym, że ciężko było się powstrzymywać.
     — Ty mała, podstępna cholero. — Uśmiechnąłem się przebiegle i ruszyłem w stronę tablicy. — Chodź no tu.
     Nateko rzuciła się z piskiem do ucieczki, zatrzymując się dopiero na drugim końcu klasy. Z uśmiechem na twarzy, uchyliła się przed kawałkiem kredy, który rzuciłem, ale drugi z nich zabarwił na biało jej czarną koszulkę. Parsknąłem śmiechem i pochyliłem się, opierając rękami o blat biurka, ale zaraz po tym poczułem na głowie coś mokrego. Uniosłem wzrok w momencie, w którym mokra gąbka zsunęła się z moich włosów, zahaczając o czarny podkoszulek. Złapałem w odwecie suchą gąbkę i ruszyłem szybkim krokiem w stronę uchodźcy, przeskakując ławkę, którą próbowała się ode mnie odgrodzić. Uderzyłem gąbką o swoją drugą dłoń tuż nad jej głową, co skutkowało pojawieniem się białej chmury.
     — Ty cholerny kretynie. — Zaśmiała się i wyrwała mi gąbkę z rąk, przez co i ja chwilę po tym miałem kredę dosłownie wszędzie.
Już chciałem się zemścić, kiedy drzwi klasy rozsunęły się, a w nich stanęła profesor Senju.
     — Co tu się wyprawia — mruknęła ostro, mierząc nas surowym spojrzeniem. — Czemu jesteście cali w kredzie.
     — Widzi pani, pani psor, mięliśmy mały wypadek z jej udziałem, ale wszystko już w porządku. — Nateko próbowała powstrzymać śmiech, raz na jakiś czas, rzucając mi szelmowskie spojrzenie. Senju za to pokręciła z politowaniem głową, ale dostrzegłem na jej twarzy cień uśmiechu.
     — Skończyliście porządki w magazynie? — mruknęła kobieta, przerzucając wzrok na otarte drzwi do tego pomieszczenia.
     — Tak jest prze pani — odpowiedziałem, sprzedając przy tym kuksańca, uchodźcy. Otrzymałem w zamian lekkiego kopniaka w łydkę, na moje szczęście, osłoniętą glanem.
     — W takim razie odnieście do woźnego płyny i szmatki — odpowiedziała, powoli wychodząc, jednak zatrzymała się na chwilę w przejściu i odwróciła przez ramię. — I posprzątajcie tą kredę z podłogi.
     Tsunade posłała nam uśmiech i wyszła z klasy. Kiedy drzwi się za nią zamknęły, popatrzyliśmy chwilę na siebie, po czym wybuchliśmy śmiechem, skręcając się wpół.
     — Dobra, dupku — wydusiła z siebie dziewczyna, ścierając łzy z oczu. — Posprzątajmy i spadajmy stąd.
     — Dobrze gadasz — mruknąłem, odrzucając przy tym z twarzy, lekko wilgotne po spotkaniu z gąbką włosy.

*

     W przeciągu dziesięciu minut posprzątaliśmy bałagan i chwilę po tym szliśmy już ulicą w stronę przedmieścia Konohy. Ludzie rzucali nam krzywe spojrzenia, ale trudno się dziwić. W końcu byliśmy dwójką metalowców w glanach, co już samo w sobie drażniło mieszkańców tego małego miasta. Od kiedy pamiętam, obywatele Konohy nie lubili naszego środowiska. Wiecznie narzekali na Pantery, a Devil Paradise było ich solą w oku, mimo tego, że jego bywalcy nie chodzili nocami po mieście nawaleni w sztok, drąc się przy tym wniebogłosy. U nas do tego faktu dochodziła kreda, odznaczająca się na czarnych materiałach i moje wilgotne, przyprószone kredą włosy.
     Oboje ignorowaliśmy ten fakt, idąc dalej z głupimi uśmiechami na twarzach. Prawdopodobnie po raz pierwszy rozmawialiśmy normalnie, żartując przy tym i śmiejąc się głośno, nie bacząc na mijających nas ludzi. Musiałem przyznać, że tej strony uchodźcy nie znałem, a bardzo mi się podobała. Niestety zdawałem sobie sprawę z tego, że ten rozejm jest chwilowy i niedługo wrócimy na ścieżkę wojenną.
     Po półgodzinnym spacerze doszliśmy na nasze osiedle. Widziałem po niej, że nie bardzo podobał jej się powrót do domu, po tym, jak skrzywiła się na widok auta Akihiro, ale postanowiłem się nie odzywać. Wolałem rozejść się pokojowych stosunkach.
     Nateko zniknęła za drzwiami, a ja zatrzymałem się na schodach przed domem i zapatrzyłem w budynek obok. Yorumi była jedną wielką niewiadomą. Po tym, jak wróciła do Japonii ze Stanów wydawała się być zamkniętą w sobie, ponurą dziewczyną, ale dało się zamienić z nią kilka słów, nie narażając się przy tym na atak. Jednak w jakimś momencie jej zachowanie względem mojej rodziny, a tym bardziej mnie, uległo zmianie. Stała się wręcz agresywna i starała unikać nas, jak ognia. Nie próbowałem wtedy w to wnikać, bo i po co? To nie była moja sprawa, a miałem swoje problemy na głowie, tym bardziej gdy doszło do tego wypadku. Musiałem zająć się Sasuke i domem, z małą pomocą Obito. Swój stres za to zacząłem wyładowywać na krasnalu, co skończyło się obecną sytuacją między nami.
     Ostatnio jednak, to nie do końca mi pasowało. Miałem ochotę poznać powód dziwnego zachowania Nateko. Wiedziałem, że to musiało zacząć się już w Stanach, a potem Japonia dołożyła swoje. Zadawałem sobie sprawę z tego, że sama w życiu by mi się nie zwierzyła, ale kto powiedział, że musiałem zrobić to po dobroci i za jej zgodą.
     Ostatni raz obrzuciłem spojrzeniem dom rodziny Nateko, by po chwili zniknąć za drzwiami swojego z prostym postanowieniem. Dobrać się do przeszłości uchodźcy.


     Od autorki: Ohayo i Gome!
Wiem, że rozdział miał być dwa tygodnie temu, ale szkoła w pełni pochłonęła mój czas. Dopadła mnie też blokada i ta przez tydzień pisałam ostatnie sceny -.-
Przepraszam Was za!
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał ^^
Chcę Wam również zakomunikować, że przez kolejne trzy miesiące, nie będę prawdopodobnie w stanie oddawać rozdziałów w odstępach dwóch tygodni. Przede mną pierwsza kwalifikacja do zadania, więc na lekcjach nie jest łatwo, a i w czerwcu mogę nie mieć czasu na pisanie w ogóle. 
Dlatego też kolejne rozdziały będę udostępniać zaraz po napisaniu, a w wakacje wkręcę się w system dwutygodniowy.
Pozdrawiam cieplutko i do kolejnego ^^
Ps.Wybaczie akapity. Blogger ostatnio wariuje -.-